Test rozpoczęty został w grudniu 2012 roku, wbrew dotychczasowym zapewnieniom pracowników Google, postanowiłem zakwestionować niektóre z ich wypowiedzi. Otóż z ciekawości chciałem sprawdzić czy Google traktuje na równi swoje serwisy ze stronami zwykłych użytkowników, pod względem nieprzestrzegania wytycznych.
Głównie chodziło o linkowanie do stron, czyli ilość i jakość odnośników oraz sposób i miejsce ich umieszczania. Z założenia, linkowanie miało być przeprowadzone tak, by kara od wyszukiwarki Google (filtr lub ban) były nieuniknione.
Skąd pomysł na ban dla serwisu Google?
Przeglądając wiele profili linków różnych stron, z różnych branż zauważyłem, że pojawiają się tam blogi prowadzone na blogger.com. Swoją jakością znacznie odbiegały od wytycznych Google, co do budowy i zawartości witryn internetowych – krótko mówiąc, były to zaplecza najniższej jakości. Parę z nich przewinęło się kilkukrotnie na przestrzeni kilku miesięcy.
Zacząłem się zastanawiać, dlaczego algorytm jeszcze ich nie wychwycił i jakim sposobem, takie blogi świetnie indeksują się w wyszukiwarce. Jedno pytanie nie dawało mi spokoju – pracownicy Google wielokrotnie powtarzali, że ich strony nie są w żaden sposób faworyzowane przez wyszukiwarkę, ale czy jest tak rzeczywiście?
- Do testu wykorzystane zostaną 4 blogi: 2 utworzone na Bloggerze i 2 na domenach regionalnych (CMS to 1 Wordpress i 1 GetSimple).
- Każdy z blogów posiadać będzie 10 podstron.
- Treść na blogach będzie identyczna, po 2000 – 3000 znaków na wpis.
- Linkowanie odbywać się będzie automatycznie, do publicznych, niemoderowanych precli.
- Wykorzystane będą jedynie idealnie dopasowane teksty zakotwiczenia odnośnika.
- Targetowana będzie jedna fraza niszowa (niska konkurencja, SEO Traffic: 550/miesiąc).
- Branża: ręczny wyrób przedmiotów użytkowych.
- Różny adres IP domen regionalnych.
- Strony nie linkują do siebie na wzajem.
- Czas trwania testu: nieograniczony.
Czas na test
Plan był bardzo prosty – postarać się o karę – za linki i/lub za nieoryginalną treść. W tym celu założyłem dwa blogi na Bloggerze oraz zakupiłem jedną, nową domenę regionalną, natomiast druga pochodziła z własnych zasobów (2-letnia domena testowa, bez linków przychodzących).
Treść na wszystkich blogach umieściłem w całości przy ich tworzeniu i od razu zabrałem się do wypuszczania pierwszej serii linków. Co warto nadmienić, linki pochodziły za precli głównie obcojęzycznych. Do tego, każdy wpis umieszczany był 4-krotnie, za każdym razem z odnośnikiem do innego bloga. Następnie, wszystkie wpisy były pingowane, by robot Google żadnego nie pominął.
Starałem się ograniczyć zaśmiecanie internetu do minimum oraz zwiększyć sztuczność zdobywania popularności blogów, dlatego linkowanie odbywało się raz w miesiącu (jednego dnia) – od 100 do 150 wpisów zawierających 1 link, czyli ogólnie 400 – 600 linków / miesiąc dla wszystkich.
Ten akt wandalizmu w stosunku do wyników wyszukiwania Google trwał od początku grudnia 2012, do końca sierpnia 2013 – łącznie prawie 9 miesięcy.
A teraz wyniki
Na początek, warto obejrzeć wyniki pozycji blogów na „pozycjonowaną” frazę.

Domena 1, to nowa domena regionalna, natomiast Domena 2, jest domeną z 2-letnią historią, lecz bez linków zwrotnych.
Ku mojemu zdziwieniu, blogi na Bloggerze jeszcze się jakość trzymają w wynikach wyszukiwania. Pytanie, jak długo tam jeszcze będą – nie wiadomo, choć metodyka działań była identyczna w każdym z przypadków.
Trudno jest jednoznacznie stwierdzić czy występuje jakaś zależność między właścicielem Bloggera a faktem, że mieszczące się na nim blogi jeszcze nie zostały ukarane. Być może trzymają się dzięki autorytetowi i zaufaniu do domeny (blogger.com).
Tak czy inaczej, obie domeny regionalne otrzymały filtr algorytmiczny – młodsza na początku czerwca, starsza pod koniec. Prawdopodobnie w przypadku tej drugiej, znaczenie miał fakt, że była to domena od 2 lat będąca w indeksie wyszukiwarki, czyli posiadająca już swoją historię.